Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

Ekspertki: najgroźniejsze kłamstwa medyczne ubierają się w kostium prawdy (wywiad)

PAP 08:08, 21.06.2026 Aktualizacja: 08:22, 21.06.2026
Skomentuj Ekspertki: najgroźniejsze kłamstwa medyczne ubierają się w kostium prawdy (wywiad)

Z dr Dorotą Sikorą, dyrektorką Biura Rankingów Akademickich i Komunikacji Naukowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, badaczką dezinformacji, oraz Wiolettą Samborską, dyrektorką Centrum Odkryć Medycznych UMW i menedżerką, współautorkami raportu „Dezinformacja medyczna”, PAP rozmawiała o mechanizmach tego zjawiska, jego skutkach i sposobach przeciwdziałania.

 

PAP: Z waszego raportu można wywnioskować, że dezinformacja zdrowotna przestała być marginesem internetu. Stała się wielomiliardowym biznesem, który żeruje na ludzkim strachu i chorobie.

 

Dr Dorota Sikora: Zdecydowanie obserwujemy zjawisko o bardzo dużej skali. Wokół zdrowia powstał cały rynek oparty na prostych odpowiedziach na bardzo złożone problemy. To już nie tylko klasyczne teorie spiskowe. Coraz częściej są to narracje wykorzystujące pojedyncze badania, wyrwane z kontekstu fakty czy półprawdy, które następnie służą do sprzedaży określonych produktów lub usług.

 

Wioletta Samborska: Szczególnie widoczne jest to w obszarze treści lifestylowych. Jeszcze kilka lat temu dominowały głównie narracje antyszczepionkowe. Dziś coraz większą rolę odgrywają teorie żywieniowe. W internecie można znaleźć obietnice, że odpowiednia dieta, suplement albo „oczyszczenie organizmu” rozwiążą niemal każdy problem zdrowotny.

 

Popularność zdobywają treści o pasożytach, cudownych właściwościach witamin czy dietach mających leczyć wszystko – od migren po nowotwory. Zjadanie całej kostki masła na jedno posiedzenie ma być elementem „zdrowej wysokobiałkowej diety”. Ale największy problem zaczyna się wtedy, gdy takie przekazy skłaniają ludzi do porzucania terapii zaleconych przez lekarzy.

 

PAP: Czy państwo i system ochrony zdrowia nie zareagowały na to zjawisko zbyt późno?

 

D.S.: Dzisiaj najważniejsze jest to, że problem został dostrzeżony i zaczyna być analizowany systemowo. Powstają raporty, prowadzone są badania, pojawiają się projekty zmian legislacyjnych. To pokazuje, że świadomość zagrożenia rośnie.

 

W.S.: Nasz raport traktujemy jako punkt wyjścia. Będziemy regularnie monitorować zjawisko i obserwować, jak zmienia się krajobraz dezinformacji medycznej. Przygotowujemy również narzędzia, które pomogą ludziom weryfikować źródła i sprawdzać wiarygodność informacji.

 

Nie ograniczymy się wyłącznie do diagnozowania problemu. Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu tworzymy obecnie Centrum Odkryć Medycznych – nowoczesną przestrzeń edukacyjną, która ma pokazywać, jak przełomy naukowe zmieniały i nadal zmieniają medycynę. Opowiemy o szczepionkach, antybiotykach, transplantologii czy nowych terapiach w sposób atrakcyjny i zrozumiały dla odbiorców. Naszym celem jest stworzenie czegoś w rodzaju „szczepionki przeciw dezinformacji”.

 

Wiemy, że nie da się wygrać z fałszywymi informacjami wyłącznie zakazami czy kolejnymi raportami. Trzeba budować zaufanie do nauki i pokazywać ludziom, jak powstaje wiedza medyczna oraz dlaczego współczesna medycyna wydłużyła życie milionom osób na całym świecie.

 

Wiele osób oczekuje prostych odpowiedzi i natychmiastowych efektów. Tymczasem nauka jest procesem. Jeśli nie będziemy tłumaczyć tego społeczeństwu, przestrzeń bardzo szybko zagospodarują ci, którzy oferują łatwe, ale fałszywe rozwiązania.

 

PAP: Czy eksperci mają szansę wygrać z dezinformacją, skoro emocjonalne treści rozchodzą się szybciej niż spokojne komunikaty naukowe?

 

D.S.: To prawda, że fałszywe informacje mają przewagę. Są prostsze, bardziej emocjonalne i lepiej współgrają z algorytmami mediów społecznościowych. Badania pokazują, że treści odwołujące się do emocji rozprzestrzeniają się wielokrotnie szybciej niż informacje oparte na faktach. Nie oznacza to jednak, że należy się poddać. Brak reakcji oznaczałby oddanie całej przestrzeni osobom, które chcą na dezinformacji zarabiać.

 

PAP: Niektóre z tych treści są nie tylko fałszywe, ale wręcz niebezpieczne. Ludzie są namawiani np. do stosowania toksycznych substancji.

 

W.S.: W sieci można znaleźć porady zachęcające do picia boraksu, korzystania z niesprawdzonych kroplówek witaminowych czy rezygnacji z leczenia na rzecz „naturalnych metod”. Najgroźniejsze jest jednak nie samo stosowanie takich praktyk, ale to, że prowadzą one do utraty zaufania do lekarzy i medycyny opartej na dowodach. Pozornie niewinne treści mogą być początkiem drogi prowadzącej do odrzucania szczepień, przerywania terapii onkologicznych czy korzystania z pseudoterapii.

 

D.S.: Zdrowie dotyczy każdego z nas. Dlatego dezinformacja bardzo często odwołuje się do lęku o siebie albo o bliskich. W takich sytuacjach ludzie są szczególnie podatni na obietnice szybkich i prostych rozwiązań.

 

PAP: Coraz częściej mówi się o kryzysie zaufania do ekspertów.

 

D.S.: I słusznie. Dane pokazują wyraźny spadek zaufania do autorytetów naukowych. Jednocześnie wiele osób nie dostrzega związku między nauką a swoim codziennym życiem. To tworzy przestrzeń dla osób oferujących łatwe odpowiedzi na trudne pytania.

 

PAP: Kto jest najbardziej podatny na taką dezinformację?

 

D.S.: Paradoksalnie nie chodzi o seniorów. Coraz więcej badań pokazuje, że szczególnie podatni na dezinformację są młodzi dorośli. To osoby, które większość informacji konsumują za pośrednictwem mediów społecznościowych i bardzo rzadko mają nawyk sprawdzania źródeł.

 

W.S.: Dlatego tak ważne jest budowanie kompetencji związanych z krytycznym myśleniem. Sama umiejętność rozpoznawania mechanizmów manipulacji znacząco zwiększa odporność na fałszywe treści.

 

PAP: W raporcie pojawia się pojęcie „Zombie Papers”, czyli „naukowych trupów”.

 

D.S.: To publikacje naukowe, które zostały wycofane z obiegu z powodu błędów metodologicznych, nierzetelności lub fałszywych danych. W świecie nauki już nie istnieją.

 

W.S.: Problem polega na tym, że internet niczego nie zapomina. Takie prace nadal krążą w sieci i są przedstawiane jako dowód na rzekomo ukrywaną przez „Big Farmę” prawdę.

 

Klasycznym przykładem jest głośna publikacja Andrew Wakefielda sugerująca związek szczepień z autyzmem. Artykuł został wycofany, a jego ustalenia wielokrotnie obalone. Mimo to do dziś jest wykorzystywany przez środowiska antyszczepionkowe.

 

PAP: Jakie są skutki takich narracji?

 

W.S.: Bardzo konkretne i dobrym tego przykładem jest Japonia. Tam wystarczyło kilka nagłośnionych przez media historii o rzekomych powikłaniach po szczepieniu przeciw HPV, by wyszczepialność runęła z poziomu około 80 proc. do mniej niż 1 proc. Zarzutów wobec szczepionki nigdy nie potwierdzono, ale skutki paniki okazały się realne. Szacuje się, że przełożyło się to na dziesiątki tysięcy dodatkowych zachorowań na raka szyjki macicy i tysiące zgonów. To jeden z najlepiej udokumentowanych przykładów tego, że medialna dezinformacja może kosztować ludzkie życie.

 

Skutki dezinformacji obserwujemy także w naszej praktyce klinicznej. Profesor Piotr Ponikowski zwrócił uwagę, że na 174 pacjentów hospitalizowanych z powodu ciężkiej niewydolności serca lub po zawale aż 100 osób odmówiło przyjęcia zalecanych szczepień ochronnych. Mówimy o osobach należących do grup szczególnego ryzyka, dla których takie szczepienia mogą mieć dramatyczne znaczenie dla zdrowia i życia.

 

W naszym szpitalu widzimy również inne konsekwencje. Część pacjentów nie stosuje się do zaleceń lekarskich, przerywa terapię albo wybiera alternatywne metody leczenia. Zdarza się, że po miesiącach oczekiwania na wizytę specjalistyczną rezygnują z konsultacji, ponieważ wcześniej trafili do naturopaty, energoterapeuty czy osoby sprzedającej kosztowne suplementy obiecujące szybkie efekty.

 

To właśnie dlatego dezinformacja medyczna nie jest wyłącznie problemem internetu. W pewnym momencie przekłada się na konkretne decyzje zdrowotne, a te mogą skutkować pogorszeniem stanu zdrowia, a czasem nawet śmiercią.

 

D.S.: Mamy jednak także pozytywne przykłady. We Wrocławiu dzięki konsekwentnej edukacji i współpracy z samorządem udało się odwrócić niekorzystny trend dotyczący szczepień przeciw HPV. To pokazuje, że rzetelna komunikacja działa.

 

PAP: Czy Lex Szarlatan wystarczy, by ograniczyć pseudomedycynę?

 

W.S.: Same przepisy nie rozwiążą problemu. Mogą być jednym z elementów większego systemu ochrony przed dezinformacją.

 

D.S.: Potrzebne są równocześnie działania edukacyjne, legislacyjne i odpowiedzialność mediów. Mówimy przecież o zmianie postaw społecznych, a to zawsze wymaga czasu.

 

PAP: W zestawieniu najczęściej wyszukiwanych nazwisk związanych ze zdrowiem pojawiają się Jerzy Zięba i Hubert Czerniak. Jak to się dzieje, że dla części Polaków stali się większym autorytetem niż profesorowie medycyny?

 

W.S.: Ponieważ oferują coś, czego ludzie bardzo potrzebują – prostą historię i prostą receptę. Mówią: znam prawdziwą przyczynę choroby, lekarze ci tego nie powiedzą, mam rozwiązanie. To niezwykle atrakcyjny przekaz dla osoby przestraszonej diagnozą albo zmęczonej długim leczeniem.

 

D.S.: Jednocześnie wykorzystują mechanizm autorytetu. Posługują się językiem nauki, symbolami medycyny, czasem tytułami. Dla odbiorcy wygląda to wiarygodnie, nawet jeśli za przekazem nie stoją żadne dowody naukowe.

 

PAP: W raporcie wskazujecie również na szczególną rolę YouTube'a.

 

W.S.: Żyjemy w kulturze obrazu. Krótkie filmy są łatwe w odbiorze, szybko zapadają w pamięć i bardzo dobrze rozchodzą się w mediach społecznościowych. To sprawia, że stają się idealnym narzędziem rozpowszechniania zarówno wiedzy, jak i dezinformacji.

 

PAP: Jaka byłaby najważniejsza rada dla odbiorców?

 

W.S.: Zanim udostępnimy sensacyjną informację dotyczącą zdrowia, sprawdźmy ją w kilku wiarygodnych źródłach.

 

D.S.: Jeśli jakaś informacja wywołuje w nas silne emocje – strach, gniew albo ekscytację – właśnie wtedy powinniśmy być najbardziej ostrożni. Dezinformacja żywi się emocjami. Im bardziej jesteśmy poruszeni, tym łatwiej nami manipulować.

 

A jeśli ktoś obiecuje cudowne efekty, zna rzekomo tajemnicę ukrywaną przez lekarzy albo namawia do porzucenia terapii medycznej, powinna zapalić się czerwona lampka.

 

Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)

 

mir/ kcz/

(PAP)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu jura365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%