Na sygnale

Zamknij

Dodaj komentarz

W Koszalinie rozpoczął się proces ws. śmierci trzymiesięcznej Jagody z Darłowa

PAP 13:17, 07.08.2024 Aktualizacja: 17:56, 20.10.2025
Skomentuj W Koszalinie rozpoczął się proces ws. śmierci trzymiesięcznej Jagody z Darłowa PAP

Przewodnicząca składu orzekającego sędzia SSO Anna Pisarczyk zdecydowała o wyłączeniu jawności procesu. Wnioskowali o to obrońcy oskarżonych, prokuratura oraz oskarżeni - Daria B. i Adam K. Wskazano, że doniesienia prasowe mogą być bolesne dla małoletniej córki oskarżonych oraz wywołać "zjawisko hejtu".

Przed Sądem Okręgowym w Koszalinie rozpoczął się w środę proces ws. śmierci trzymiesięcznej Jagody z Darłowa. Prokuratura oskarżyła rodziców dziewczynki o narażenie jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Sąd zdecydował o wyłączeniu jawności rozprawy.

"Prowadzenie rozprawy jawnie mogłoby naruszyć i naruszałoby w ocenie sądu ważny interes prywatny, jakim jest interes małoletniej córki obojga oskarżonych. Co prawda małoletnia córka nie jest pokrzywdzoną w tej sprawie, ale oczywistym jest, że sprawa i okoliczności dotyczą m.in. sposobu prawidłowości sprawowania przez oskarżonych, jako rodziców opieki nad drugą córką" - powiedziała sędzią Anna Pisarczyk.

"W ocenie sądu, ujawnianie tych okoliczności mogłoby w jakimś stopniu w przyszłości bądź teraz rzutować na ważny interes ich córki, która obecnie jest osobą małoletnią" - dodała.

W czerwcu ub.r. prokuratura oskarżyła rodziców trzymiesięcznej Jagody o narażenie jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Ponadto ojciec odpowie za nieumyślne spowodowanie ciężkich obrażeń u dziecka.

Dwumiesięczna Jagoda z Darłowa w stanie bardzo ciężkim trafiła na oddział dziecięcej intensywnej terapii Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie 18 czerwca 2019 r., późnym wieczorem. Dziewczynka, u której lekarze stwierdzili krwiaki mózgu, walczyła o życie przez miesiąc. Zmarła 17 lipca 2019 r.

Prokuratura już 21 czerwca 2019 r. przedstawiła obojgu rodzicom dziecka zarzuty. Adam K. i Daria B., na których spoczywał obowiązek opieki nad córką, narazili ją, w ocenie śledczych, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Ponadto ojciec usłyszał zarzut spowodowania ciężkich obrażeń u dziecka.

Gdy Jagoda zmarła, prokuratura nie wykluczała zmiany zarzutu wobec ojca dziewczynki na zabójstwo. Ostatecznie tego nie zrobiła, wręcz przeciwnie Adama K. potraktowała łagodniej, i przed sądem będzie on odpowiadał za nieumyślne spowodowanie ciężkich obrażeń u córki skutkujących jej śmiercią.

Jak informowała prokuratora, ojciec dziewczynki od początku śledztwa nie przyznawał się do winy, zaprzeczył, aby bił dziecko, by nim rzucał, o co był podejrzewany. Wycofał się z udziału w eksperymencie procesowym.

"To ciąg opinii lekarskich, specjalistów z wielu dziedzin medycyny, w tym sądowej czy okulistyki, zaważył o przedstawieniu Adamowi K. takich, a nie innych zarzutów. Odtworzono mechanizm, w jaki sposób w ogóle do obrażeń doszło. Zebrane wnioski z tych opinii wskazały na to, że ojciec potrząsał dzieckiem, trzymając je w rękach lub gdy ono leżało. Nie obchodził się z niemowlęciem ostrożnie, ale obrażenia u Jagody nie powstały na skutek bicia, rzucania, jakiegoś silnego uderzenia" - informował w czerwcu ub.r. prok. Gąsiorowski.

Zaznaczył przy tym, że biegli określili czas powstania krwiaków na mózgu u dziecka. "Wytworzyły się wtedy, gdy to ojciec był z dzieckiem. Tu wątpliwości nie ma" - wskazał w czerwcu ub.r. prok. Gąsiorowski.

Prokuratura oboje rodziców Jagody oskarżyła o nienależytą opiekę nad dzieckiem, o narażenie go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Daria B. tego feralnego dnia wyszła z domu ze starszą córką i zostawiła dwumiesięczną wówczas Jagodę pod opieką Adama K., wiedząc, że jest z kolegą i obaj spożywają alkohol. Mężczyzna, co ustaliło śledztwo, był także pod wpływem amfetaminy. Ponadto był poszukiwany listem gończym do odbycia kary za wcześniej popełniane przestępstwa, dlatego gdy zauważył, że dziecko w łóżeczku nie daje oznak życia, sam nie wezwał pomocy. Zadzwonił do Darii B. i to ona zadzwoniła na 112.

Adam K. miał odpowiedzieć przed sądem jeszcze za kradzież kamer z monitoringu we wrześniu 2014 r., czym wyrządził wspólnocie mieszkaniowej w Darłowie szkodę na kwotę 700 zł. Te czyn popełnił w warunkach powrotu do przestępstwa.

Adam K. w związku ze sprawą śmierci córki nie był tymczasowo aresztowany, ale odbywa karę pozbawienia wolności za przestępstwa, za które był wcześniej skazany i poszukiwany do odbycia kary. Wobec Darii B. nie był stosowany areszt.(PAP)

misz/ mark/

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu jura365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%