Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

Eksperci: pierwszy rok prezydentury Trumpa to czas ścierania się różnych wizji polityki zagranicznej

PAP 12:14, 20.01.2026 Aktualizacja: 17:37, 20.01.2026
Skomentuj Eksperci: pierwszy rok prezydentury Trumpa to czas ścierania się różnych wizji pol

We wtorek mija pierwszy rok od zaprzysiężenia Donalda Trumpa na 47 prezydenta USA. To czas, w którym nastąpił zwrot polityki zagranicznej USA w kierunku Azji i Indo-Pacyfiku, a w Europie narastał strach przed wycofaniem amerykańskiego wsparcia wojskowego dla Starego Kontynentu.

 

- Zmiany w polityce bezpieczeństwa USA, które przyniósł pierwszy rok prezydentury Donalda Trumpa, nie oznaczają wycofania wsparcia dla Europy i końca NATO. Sojusz się zmieni, a Polska może się stać krajem „gwarantującym” bezpieczeństwo w regionie – ocenił dla PAP Marek Budzisz, analityk Strategy&Future.

 

Ostatnie groźby prezydenta Trumpa wobec Grenlandii i jego zapowiedź nałożenia ceł na europejskie kraje, które wysłały tam swoich żołnierzy, wzmocniły głosy o końcu sojuszu północnoatlantyckiego i - jak to ujął magazyn „Politico” - „rozwodzie” Europy z Ameryką oraz stworzeniu „nowego sojuszu” bez udziału Stanów Zjednoczonych. Nawet część republikańskich kongresmenów nie wsparła żądań swojego prezydenta, głośno obawiając się rozpadu sojuszu.

 

Według Budzisza końca NATO nie będzie, ale nie ma mowy o powrocie do „starych czasów” sprzed rosyjskiej agresji na Ukrainę, w których „jedynym gwarantem bezpieczeństwa” Europy były Stany Zjednoczone. Prezydentura Trumpa 2.0 i nowe czasy w geopolityce mogą się za to okazać szansą dla Polski, jeśli, jak ocenił ekspert, „tę szansę będzie chciała wykorzystać”.

 

Jak podkreślił, w USA następuje zmiana generacyjna w elitach władzy i w administracji Trumpa do głosu dochodzą politycy tacy jak wiceprezydent JD Vance, czy podsekretarz obrony Elbridge A. Colby. To jego zdaniem ludzie, którzy są „znacznie mniej oddani” dotychczasowej wizji relacji transatlantyckich, w której Ameryka pełniła rolę policjanta, zamiast bronić przede wszystkim swoich interesów. Wyłaniająca się po pierwszym roku prezydentury Trumpa nowa wizja amerykańskiego porządku geostrategicznego nie oznacza jednak „porzucenia strategicznego Europy”.

 

– Amerykanie nadal będą obecni w Europie, nadal będą gwarantować pewne zdolności, których nie mają państwa sojusznicze, np. w zakresie odstraszania nuklearnego albo np. precyzyjnego rażenia celów rakietami dalekiego zasięgu – podkreślił w rozmowie z PAP Budzisz.

 

W opinii Budzisza zmieniają się priorytety w polityce bezpieczeństwa USA i pochodną tych zmian będzie podejście Amerykanów do spraw europejskich.

 

Na pierwszym miejscu jest więc obrona „amerykańskiego sanktuarium”, czyli terenu Stanów Zjednoczonych. Drugim punktem odniesienia nowej amerykańskiej wizji bezpieczeństwa narodowego jest tzw. obrona hemisferyczna, przejawiająca się we wzroście zainteresowania sytuacją w państwach latynoamerykańskich i zwiększenie tam amerykańskich wpływów.

 

Trzecim priorytetem jest teraz dla USA rejon Indo-Pacyfiku, a dopiero na czwartym miejscu pojawia się według Budzisza wschodnia flanka NATO.

 

– Amerykanie uważają, iż Europa ma wystarczające zasoby, choć ich nie wykorzystuje, żeby samodzielnie powstrzymać Federację Rosyjską – ocenił Budzisz. I dlatego jego zdaniem przesunie się „punkt ciężkości” w zaangażowaniu USA w Europie.

 

Amerykanie będą, jak podkreślił, „pomocniczym gwarantem bezpieczeństwa” a stabilność sytuacji regionalnej będzie w gruncie rzeczy uzależniona od postawy państw danego regionu.

 

– Chodzi więc o przeniesienie części ciężarów związanych z bezpieczeństwem na sojuszników. Zakończenie wojny na Ukrainie ma według Amerykanów odbyć się na takich warunkach, ażeby to Ukraina mogła być realnym elementem tego nowego systemu regionalnej równowagi – ocenił Budzisz.

 

Jak z kolei zauważył w rozmowie z PAP Rafał Michalski, amerykanista i komentator portalu „Układ sił”, zmieniać będzie się także NATO, którego post zimnowojenna formuła się wyczerpała. Polska może w nim - jego zdaniem - szukać roli dla siebie, „bo, jak inne kraje wschodniej flanki, mając zbieżne interesy z USA, jest postrzegana jako predysponowana do współpracy”.

 

– Możemy się nie zgadzać co do metod zakończenia wojny w Europie, w kontekście ewentualnego resetu z Rosją Donalda Trumpa, ale nasz cel, czyli brak wojny, jest celem zbieżnym z tym amerykańskim – podkreślił Michalski i zauważył, że państwa Europy Zachodniej są postrzegane w USA jako mające odmienne interesy. Przykładem takiej rozbieżności była jego zdaniem m.in. kwestia niemieckiej polityki energetycznej stawiającej na współpracę z Rosją, krytykowana przez Trumpa w pierwszej kadencji, czy zaniedbanie finansowania obronności przez zachodnich sojuszników z NATO.

 

Także w opinii Budzisza ewolucja amerykańskiej polityki obronnej i zmiany w NATO mogą być dla Polski „szansą, a nie przekleństwem”, pod warunkiem zgody na przyjęcie większych obciążeń i na odegranie roli „eksportera bezpieczeństwa”.

 

W „nowych czasach” kontrybucja w zakresie bezpieczeństwa będzie, jak podkreślił, leżała przede wszystkim na barkach państw, które leżą w regionach, gdzie zagrożenie agresją zewnętrzną może się zmaterializować.

 

– To jest niestety smutna prawda. To nie Hiszpanie będą płacić za nasze bezpieczeństwo, tylko my będziemy musieli więcej inwestować, na przykład w zakresie powszechnego przeszkolenia wojskowego, którego w Polsce przecież nie mamy, co bardzo negatywnie wpływa na zdolność do generowania sił na wypadek ewentualnego konfliktu – ocenił ekspert Strategy&Future.

 

Budzisz jest zdania, że Polska może też na fali zmian odegrać większą rolę regionalną, ale w tym celu nie może się koncentrować wyłącznie na własnym bezpieczeństwie. Polska jego zdaniem powinna być państwem „gwarantującym bezpieczeństwo” innym, np. krajom o mniejszym potencjale demograficznym w regionie, np. państwom bałtyckim.

 

Jednak według Michalskiego, myśląc o roli, jaką Polska może odegrać na „wschodniej flance” trzeba pamiętać, że ostateczna formuła polityki obronnej USA jeszcze się nie wykształciła, a jej ważne szczegóły, dotyczące choćby rozmieszczenia amerykańskich wojsk w Europe, są w Waszyngtonie wciąż dyskutowane.

 

– Donald Trump jest rozdarty między dwoma, ścierającymi się obozami z różnym podejściem do polityki zagranicznej, w dodatku w jego administracji brakuje urzędnika, który byłby twarzą polityki wobec Europy – ocenił Michalski.

 

Jego zdaniem najsilniejszym przedstawicielem obozu opowiadającego się za kontynuacją partnerstwa transatlantyckiego jest sekretarz stanu i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Marco Rubio, „dla którego nie ma alternatywy dla sojuszu z Europą i z jej szeroko pojętą ścianą wschodnią”. Z kolei twarzą obozu amerykańskiego „protekcjonizmu” jest Elbridge A. Colby, wnuk legendarnego dyrektora CIA i agenta z czasów wojny w Wietnamie, Williama Colby'ego.

 

Colby junior reprezentuje według „Politico” wizję amerykańskiej polityki zagranicznej, wedle której jej nadrzędnym celem jest ochrona amerykańskiej potęgi przed najazdem Chin, a nie Rosją, która pozostaje według niego znacznie mniejszym zagrożeniem.

 

Jak przyznał w rozmowie z PAP Peter Doran, ekspert amerykańskiego think tanku Foundation for Defense of Democracies, to właśnie Colby pracuje obecnie nad Narodową Strategią Obrony, która wskaże m.in. „przyszłą pozycję amerykańskich wojsk w Europie”.

 

– Debata na ten temat w administracji wciąż trwa i żadne decyzje nie zostały jeszcze podjęte – zauważył Doran, ale dodał, że Colby „w przeszłości” wyrażał wątpliwości co do „przydatności amerykańskich sojuszy”.

 

Doran przyznał równocześnie, że są także „inni członkowie administracji”, którzy nie widzą „wielkiej wartości” NATO i dlatego „toczy się wewnętrzna walka o przyszłość”, którą według niego na razie wygrywa sekretarz stanu Marco Rubio.

 

Zapytany o to, jak ten wewnętrzny spór w administracji może się skończyć z punktu widzenia wschodniej flanki NATO, Doran odparł, że „największym osiągnięciem drugiej kadencji Trumpa byłaby budowa Fortu Trump w Polsce”, ze stałym amerykańskim kontyngentem.

 

– Wycofanie naszych wojsk z Europy z dala od linii frontu z Rosją, gdzie Europejczycy są najbardziej bezbronni, byłoby największą katastrofą dla tej administracji, bo zachęcilibyśmy w ten sposób Władimira Putina do odzyskania kolejnych ziem, które Rosja kiedyś okupowała – wskazał amerykański ekspert, ale podkreślił, że wierzy w zapewnienia Donalda Trumpa „że USA nigdy nie zostawią NATO”.

 

Anna Gwozdowska (PAP)

 

agw/ pś/ ktl/

(PAP)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu jura365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%